Odpoczynek. Podobno wszyscy to robią. Wiecie, kocyk, herbata, książka, medytacja, może nawet weekendowy wypad do domku w lesie, gdzie telefon ma zasięg tylko wtedy, gdy złapiesz go pod odpowiednim kątem. Brzmi jak marzenie, prawda? Cóż, dla mnie to bardziej jak wyrok. Bo jak tu odpocząć, kiedy mój mózg pracuje na najwyższych obrotach 24/7, a spokój to dla niego coś równie obcego jak subtelność dla Kardashianek?
Mówią, że odpoczynek to nie luksus, tylko potrzeba.
Okej, ale czy ja coś przegapiłam? Bo ilekroć próbuję 'odpocząć’, kończy się to gorączkowym planowaniem wszystkiego, co muszę zrobić po odpoczynku. Myśli galopują szybciej niż moje ADHD pozwala je złapać, a ja zamiast relaksować się, scrolluję telefon w poszukiwaniu sensu życia i promocji na rzeczy, których nigdy nie kupię. Ktoś kiedyś powiedział, że odpoczynek to sztuka. Cóż, w takim razie jestem absolutnym beztalenciem.
Zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy potrafią po prostu nic nie robić. Serio, jak to działa? Siedzą, patrzą w przestrzeń i nie myślą, co by tu jeszcze ogarnąć? Nie planują, nie przewidują, nie analizują każdego scenariusza, w którym mogliby przypadkiem stracić czas? Bo jeśli tak, to ja oficjalnie proszę o lekcje. Moje próby relaksu kończą się zazwyczaj tym, że zaczynam się stresować, że powinnam odpoczywać lepiej. Czyli, jakby to ująć, odpoczywam w stresie. Pięknie, prawda?
Ale to nie moja wina, że świat działa przeciwko ludziom takim jak ja. Przykład? Weekendowy chill. Niby wszyscy odpoczywają, a ja? Ja nagle muszę posprzątać szafę, bo inaczej nie zasnę. Albo przypominam sobie o liście rzeczy do zrobienia, której nie sprawdziłam od tygodnia. O, i jeszcze ten e-mail, który miałam odpisać jutro, ale jak tu odpocząć, kiedy wiem, że tam czeka? I tak oto zamiast regeneracji – cykl wiecznej gonitwy myśli i ciągłe poczucie winy, że nie robię nic produktywnego.
Czy to oznacza, że odpoczynek jest przereklamowany?
Może nie. Może to po prostu ja i cała reszta ludzi, którzy próbują zrozumieć, jak wcisnąć 'reset’ na mózgu, który działa jak otwarte 100 kart w przeglądarce. Wszyscy mówią: po prostu zwolnij. Jasne, a czy ktoś z was próbował zwolnić pędzący pociąg bez hamulców? Nie da się. Każda próba kończy się kolejną rozkminą egzystencjalną albo impulsywną decyzją o przemeblowaniu salonu.
Więc czym jest odpoczynek?
Czy to rzeczywiście moment ciszy i harmonii, czy raczej stan umysłu, którego nie osiągnę nigdy, bo zawsze będę myśleć o tym, co mogłabym robić w tym czasie? Może dla mnie odpoczynek to coś innego. Może to nie leżenie i patrzenie w sufit, ale coś, co daje mi radość. Bo jeśli relaks oznacza stresowanie się, że nie odpoczywam wystarczająco dobrze, to może lepiej zamiast tego zrobić coś, co przynajmniej sprawia mi frajdę?
Czyli jeśli zobaczycie mnie leżącą pod kocem z książką, niech was to nie zwiedzie – to nie odpoczynek, to strategia przetrwania. Bo w świecie, gdzie wszyscy są zmęczeni, udawanie, że odpoczywamy, to nowa forma sztuki. A ja? Cóż, w tej sztuce gram główną rolę. Chociaż wciąż nie wiem, czy to dramat, komedia, czy może jeden wielki plot twist.
Powinnaś wydać książkę, serio 😉
Dobrze się czyta Twoje „wywody” i wydaje się, że piszesz to z lekkością.
Dziękuję pięknie <3 książka też się pisze, ale fabularna 🙂
W takim razie czekam na wydanie 😀😉
Na pewno dam znać gdzieś na swoich social media 😀